Ultra-przenośny Jays V-Jays

Miałem do czynienia z douszną linią słuchawek Jay's na początku zeszłego roku i byłem pod wrażeniem tego, co wnosiły do stołu, jak na swój punkt cenowy i możliwości. Jays wydają się mieć solidne pojęcie o tym, kto jest ich rynkiem docelowym i w V-Jays ta koncepcja jest kontynuowana z tymi ultra-przenośnymi i dyskretnymi słuchawkami, które siedzą ładnie obok Aiaiai Tracks i Koss Porta Pro, jeśli chodzi o rozmiar i zastosowanie.

V-Jays po wyjęciu z pudełka to dość niepozorne, małe słuchawki. Można by wybaczyć, że nie zauważylibyście ich w żadnym sklepie ze słuchawkami, kiedy rzucilibyście okiem na długi szereg jaskrawo kolorowych puszek, tak bardzo są one nijakie w kwestii mody.

Słuchawki są dość lekkie, może nawet trochę kruche, mogą być składane do środka dzięki krótkiemu kablowi z podwójnym wejściem i mają odłączany przedłużacz, z małymi nausznikami i kwadratowymi, lekkimi poduszkami o niewiele większym rozmiarze z zapasowym zestawem w pudełku. Wszystko raczej standardowe, choć pudełko jest bardzo ładnie zaprojektowane i niesie ze sobą nieco więcej przynęty niż czasami niechlujne plastikowe opakowania typu blister, które można dostać na niższym końcu. Nie jest to całkiem Aiaiai Tracks pod względem opakowania, ale nieco ładniejsze niż plastikowe opakowanie nożyc do cięcia drutu Koss PortaPro. I tak, przydałby się mały futerał, jak w przypadku większego brata C-Jay.

Jeśli chodzi o dopasowanie, to trzeba się trochę nakombinować, aby uzyskać odpowiedni punkt, biorąc pod uwagę mały promień miseczki i otwartą konstrukcję, więc izolacja nie jest na liście mocnych stron. Są one wygodniejsze niż Tracks czy PX-100 II, z dość dużą elastycznością i możliwością dopasowania pałąka do większości kształtów głowy, ale stwierdziłem, że kąt nachylenia muszli jest nieco sprzeczny z moim kształtem ucha, stąd konieczność szukania odpowiedniego miejsca. Same pady są dość miękkie i o dobrej fakturze, nie zgrzytają ani nie zapewniają żadnego poziomu dyskomfortu i nie widzę żadnego długotrwałego zmęczenia podczas noszenia tego, co w końcu jest bardzo lekkimi słuchawkami. Osobiście uważam, że pojedyncze wejście pomogłoby w tym, że V-Jay są tak lekkie i małe, ale kable z podwójnym wejściem są dość trwałe i nie obawiałbym się, że rozerwą się na kawałki w ciągu kilku sekund, gdybym miał je na zewnątrz. Przedłużacz jest dla mnie niezbędny zawsze, ponieważ bez niego zasięg V-Jay'a jest trochę za mały.

Pod względem audio V-Jay'e są rewelacją na równi z tym, czego doświadczyłem, gdy po raz pierwszy usłyszałem Aiaiai Tracks. Jeśli chcecie bogatej, gęstej muzykalności, to myślę, że nadal wolę Tracki, ale bardziej zrównoważona, artykulacyjna natura V-Jay'ów czyni je idealnym combo A/B z Trackami dla ultraprzenośnego rozwiązania. V-Jay'e są bardziej dla neutralnego tłumu, który chce się trochę rozbujać i uciec od ultra-analitycznych puszek i dodać trochę muzykalności, ale nie chce stracić poczucia dokładności i równowagi, które zwykle lubi. Tracks i PX-100 II są ciemniejsze, być może bogatsze i grubsze i mają ogromne poczucie zabawy, ale V-Jay'e mają je nieco lepsze pod względem przejrzystości i szczegółowości, nie tracąc przy tym zbyt wiele czynnika zabawy.

Jako takie V-Jay'e są przenośnym mistrzem elastyczności gatunkowej i radzą sobie znacznie lepiej niż Tracks czy PX-100 II z szerszym zakresem muzyki. Dodatkowo V-Jay'e robią to wszystko zachowując bardzo gładką barwę dźwięku, bez odrobiny ostrości czy irytująco wysokiego poziomu sybilantów, co dla moich uszu jest po prostu magią. Otwarta konstrukcja napędu 40mm dodaje dodatkowy wymiar lub poczucie przestrzeni, którego nie ma w zamkniętych puszkach, takich jak Tracks, co bardzo pomaga w bardziej skomplikowanych utworach, które wymagają powietrza, aby oddychać i błyszczeć.

Nie oczekujcie zdumiewającej dokładności i oczywiście scena dźwiękowa jest dość mała i płaska i nie oddaje obrazowania tak dobrze jak duże słuchawki nauszne lub wokółuszne, ale nie kupujecie V-Jay'ów dla tej funkcji. To są słuchawki do szybkiej dostawy i szybkiego słuchania i robią to bardzo dobrze.

Podoba mi się również fakt, że V-Jay's nie są nieśmiałe w kwestii basu, z lekkim przestrojeniem na bas, ale nie jest to nic, co mogłoby zakłócić neutralną i czystą barwę dźwięku. Jest zwarta, punchowa bez nadęcia i spójna. Podobnie jak PortaPro, V-jay'e prezentują swoje możliwości równie dobrze przy rocku jak i tańcu, bez oskarżeń o basową tendencyjność. Wiele będzie zależało od znalezienia tego słodkiego punktu, ponieważ jeden fatalny ruch i bas pożegna się w mgnieniu oka.

Lekkie rozrzedzenie średnicy przy cięższych rockowych kawałkach może prowadzić do tego, że częściej wracam do Tracków. Ciepłe i gęste brzmienie Tracks'ów czasami sprzyja cięższej pracy gitary, ale przy solówkach i kotletach V-Jays mają szybsze i bardziej szczegółowe brzmienie.

Końcowe przemyślenia

Bardzo podobały mi się V-Jay'e jako towarzysz moich innych ulubionych ultraprzenośnych słuchawek dousznych, Aiaiai Tracks. Nie mogę powiedzieć, że V-Jay's dominują nad Tracks'ami, ta bogata, ciepła muzykalność Tracks'ów po prostu góruje nad V-Jay's'ami w cięższej muzyce rockowej i tanecznej, ale V-Jay's są z pewnością bardziej zwinnym, artykulacyjnym wykonawcą, który jest bardziej w domu z muzyką, która wymaga bardziej zrównoważonego podejścia i góry, która może faktycznie przekazać nieco więcej szczegółów niż to, co mogą zaoferować Tracks'i. To jaśniejsze słuchawki niż PX-100 II, ale za to czystsze i dla tych, którzy szukają pewnego stopnia muzykalności bez utraty detali, V-Jay'e są idealnym rozwiązaniem.

19 marca 2021

Krystian Wolski

Absolwent Instytutu Jazzu Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach (saksofon, urządzenia elektroakustyczne), laureat prestiżowych konkurów ogólnopolskich i międzynarodowych.