Solistka firmy Burson Audio

Muszę przyznać, że pierwsze rzeczy, które uderzyły mnie w Burson Soloist to meta i waga. Tę ostatnią zauważyłem jeszcze przed otwarciem pudełka, biorąc pod uwagę, jak ciężki był, i nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo pamiętam rozmiar ostatnich produktów Burson, które widziałem (160D i 160A). Podobało mi się, że aluminiowa obudowa jest ładnie obrobiona, gałka polerowana, bardzo czysta, ale nie ma w niej chromowanego oczka. Ustawiłem ją tuż obok mojego wzmacniacza, Meier Audio Corda Cantate.2, i oba są inaczej zorientowane - Burson głębiej, a Meier szerszy - ale obsługa jedną lub nawet obiema rękami zawsze będzie przypominać o stercie zasilania w obu wzmacniaczach (Burson bardziej niż Meier). W każdym sprzęcie audio jest to generalnie dobry znak. Burson nie miał własnego DAC-a, ale ja miałem w domu pożyczkę D-Zero i wypróbowałem ją zarówno w ciągu miesiąca, jak i około godziny z innymi pożyczonymi źródłami.

Jak to brzmi?

Nie ma potrzeby martwić się o jego moc wyjściową - miał wystarczająco dużo chrząkania, żeby popchnąć mój HD600 i LCD-2 bez zauważalnej utraty mocy lub poziomu wyjściowego. Gdybym to podsumował jednym słowem, powiedziałbym, że w większości przypadków jest to nieistotne, ale mam na myśli to w pozytywny sposób. Nie od razu poczułem, że w jakikolwiek sposób dodaje lub zmniejsza sygnał wejściowy i byłem w stanie wystarczająco dobrze pokazać różnice pomiędzy źródłami, których używałem z nim.

Na przykład, spośród wszystkich źródeł, których próbowałem, D-Zero było oczywiście najmniej zdolne; biorąc pod uwagę jego cenę i posiada wbudowany akumulator do użytku przenośnego, nie jest jednak źle. Samodzielnie - i przetestowałem go najpierw - wydawał się dobry, poza tym, że był trochę za miękki pod wpływem uderzenia perkusji i nieco cieplejszymi środkami (co zauważyłem również w Cantate, gdzie użyłem go najpierw). Na przykład Marantz 5003 był wyraźnie cieplejszy w tonie, ale niższa średnica aż do wyższego zakresu tonów basowych była trochę za duża. Kick drums w albumie Dream Theater's Images and Words wydawało się, że perkusja wyprzedza nieco resztę zespołu, z basowym wyjściem na zewnątrz, pozostałe utwory tylko nieznacznie. Przypomniało mi to o Cambridge Audio 540C, którego próbowałem z moim Cantate w zeszłym roku. Być może nie jest to od razu widoczne w systemach głośnikowych, jeśli nie jest to plus dla subiektywnej oceny, biorąc pod uwagę brak rozciągnięcia basu w większości stanowisk, ale na słuchawce, która wystaje dalej i siedzi tuż za uszami słuchacza, staje się to problemem. Tak, używam stosunkowo nowszych podkładek na moim HD600, więc to nie może być to. Poza tym rolki perkusji wydają się iść z jednej strony sceny dźwiękowej, z relatywnie słabym środkiem, zanim staną się głośniejsze, gdy przejdą na następną stronę, co sugeruje potrzebę odrobiny przetwarzania crossfeedowego.

NAD C545 wypadł nieco lepiej. Czułem, że bas jest bardziej rozciągliwy, biorąc pod uwagę słyszalny pogłos dochodzący z odtwarzania "Confutatis Maledictis" Mozarta, jak również w innych współczesnych utworach muzycznych, jednak nie odbyło się to kosztem braku miejsca na scenie dźwiękowej bębna basowego. Perkusja miała też sporo "crunch'u" do dźwięku, tak jakby werbel czy tom brzmiał tonalnie, jeśli słuchało się go w tym samym pomieszczeniu, i choć początkowo nie wydawało się to zbyt napastliwe, to jednak gdy zamieniłem się z Cantate, wydawało się to trochę męczące. Słuchałem go już od jakiegoś czasu, więc nie mogłem jeszcze powiedzieć na pewno, czy Burson był po prostu cieplejszy, czy moje uszy po prostu bolały o odpoczynek.

Kolejne dwa tygodnie na przemian Burson i Cantate, oba na D-Zero, co około kilka dni i zacząłem zauważać, że Burson wydawał się cieplejszy. Podczas odsłuchu back-to-back (co oczywiście nie jest tak natychmiastowe, jak bym chciał) zauważam, że może być plus, bo niektóre fragmenty gitary były bardziej do przodu. Gitary elektryczne na wstępie "Astral Romance" Nightwish'a były wyraźnie cieplejsze na skraju nut, a także mniej prawdopodobne, że zanikają za pozostałymi nutami w miksie. Jednak pomiędzy Bursonem i D-Zero kontra Cantate i jego własnym, bardziej gołym charakterem PCM2704 bazującym na USB DAC-ie, generalnie wolałem ten ostatni, ponieważ nie złagodził on wpływu perkusji. Szczerze mówiąc, dla każdego kto i tak wierzy w kable, używam 1-metrowego magazynu sprzętu 3,5 mm do połączenia RCA z D-Zero, w przeciwieństwie do przetwornika USB Cantate'a, który nie wychodzi z pudełka (ledwo co wychodzi z płytki drukowanej).

Były jednak dwie słuchawki, w których Burson dodał chrząknięcie (nawet przy niskim wzmocnieniu, aby dopasować się do Cantate'a, bo nie próbowałem wymusić otwarcia śrub, aby przełączyć na wysokie wzmocnienie), co przyniosło natychmiastową korzyść: Beyer T1 i Q701. Solistka nie tylko nie musi sięgać do końca obrotów gałki głośności, aby osiągnąć głośniejszy niż normalnie poziom odsłuchu, ale również dźwięk pozostaje czysty, bardzo dynamiczny i z doskonałym oddźwiękiem transjentów. Cantate przy niskim wzmocnieniu ledwo może uzyskać wystarczająco głośny dźwięk T1, chyba że siedzisz całkiem sam w pokoju. O wiele lepiej radzi sobie z K701, którego próbowałem wcześniej, a tak naprawdę bardzo mi się podobało, poza tym, że próbowałem Q701 z zniekształconymi podkładkami (gdzie grubsze sekcje były na czubkach uszu - co miało nienaturalne przejście średnio-niskotonowe i dziwną scenę dźwiękową).

Burson na tej samej jednostce demo Q701, choć z padami jakoś poprawnie zainstalowanymi, choć nieco wygładzonymi ze zużyciem, była jednak zupełnie inna sprawa - nigdy nie słuchałem wzmacniacza, który potrafiłby wysterować słuchawki serii 701, jak król jeździeckiego wojska, biorąc pałeczki na upartym koniu schwytanym z innej grupy (więcej Ieyasu czy Aleksandra szepczących, by potem dobrze go kontrolować niż, powiedzmy, Shingen czy Genghis łamiący się w dzikim ogierze). Bas sięgał nisko, uderzał mocno, uderzał szybko - nie było żadnego kompromisu, by faworyzować jednego nad drugim. Jedynym kompromisem było to, co by się zrobiło ze słuchawką na początek, i że nie daje to zbyt wiele głębi, ale szczerze mówiąc, dwa razy słyszałem słuchawkę o takiej głębokości scenicznej, K701 na wzmacniaczu lampowym i NOS DAC robił najdziwniejsze rzeczy na scenie dźwiękowej. Innym razem był to K1000 (a to w zasadzie para kolumn zawieszonych na pałąku). Nawet z moim Androidem i D-Zero, i przez niecałą godzinę, dzięki naszej wycieczce do satelity DFA Consular Office w tym samym centrum handlowym, nie mogę zapomnieć, jak świetny był to system - to wszystko, co podobało mi się w Dynaudio Contour S5.4 napędzanym przez wzmacniacze monstrualne, nie pytałem o cenę, choć zmniejszoną do wielkości słuchawki, pod względem formy, wielkości sceny dźwiękowej i oczywiście ceny (może poza Staxem).

Przedwzmacniacz

Ale Solistka nie jest idealna. Pamiętasz, jak zauważyłem, że brzmiało to tak, jakby lekko podbarwiało wyjście, bardziej zauważalne na HD600? Podłączyłem go do mojego systemu stacji roboczej, który normalnie wykorzystuje D-Zero jako prosty (ale gładszy niż Realtek) DAC do mojego notebooka zasilającego parę aktywnych głośników Swan D1080MkII 08. Tak, głośniki mają własne, wystarczająco łatwe do osiągnięcia regulacji głośności, ale hej, miałem Solistę i nie miałem pełnowymiarowego systemu do jego wypróbowania. Od razu zauważyłem, że wydawało się to cieplejsze niż tylko z D-Zero i D1080. Wymieniłem kable, co znów nie jest tak natychmiastowe, jak bym chciał, ale mimo to było tam dodatkowe ciepło.

Z technicznego punktu widzenia nie jest to oczywiście dobra rzecz - pula do tego, co wybrali, biorąc pod uwagę stopniowaną konstrukcję, może w rzeczywistości nadal dodawać tej odrobiny koloru do dźwięku. Jednak kiedy go wtedy używałem, bardzo szybko pogodziłem się z dudnieniem, ponieważ mijały godziny, kiedy pracowałem nad moją pracą magisterską i zauważyłem mniejsze zmęczenie słuchaniem. Zazwyczaj słucham z założonymi okładkami głośników, ale robiłem zdjęcia Bursona razem z głośnikami i minęło trochę czasu, zanim zorientowałem się, że okładki są na stole. Możliwość podczepienia słuchawki od razu po przekroczeniu 12MN lub zdejmowania jej, gdy wracam do domu wcześnie w weekend, a mój sąsiad wysadza Gangnam Style, dzięki czemu mogę przeciwdziałać albo Motley Crue i Behemoth, albo Late Night Alumni i Kaskade (teraz wiesz, dlaczego nie używam trybu odtwarzania losowego) była po prostu bardzo wygodna. Dodatkowa uwaga na temat przejrzystości

Dzień przed zwróceniem Solistki udało mi się dostać parę 0,5m Monoprice 3,5mm do RCA IC, które pierwotnie zamówiłem, aby utrzymać mój set-up schludnie (nie wspominając już o tym, że było to tylko około $1+grupa kupuje ceny wysyłki więcej niż 2m kabel sprzętowy, którego używałem) i wtyki wyglądały ładnie, od razu zauważyłem, że to, co zauważyłem jako dodane "ciepło" na tym wzmacniaczu, już tam nie było. Zrobiłem krótki back to back test (niestety nie jest to jednak ślepy test) i na pewno na tańszym, czterokrotnie dłuższym kablu była jeszcze ta nutka ciepła.

Nie mogę jednak teraz testować go na Cantate dla porównania, bo kilka dni temu się wygłupiał i nie mogę nawet rozwalić bezpiecznika (wolałbym raczej pozwolić, żeby pracował nad tym bardziej doświadczony inżynier/technik), ale na razie moja teoria pracy jest taka, że kabel jest po prostu za długi i prawdopodobnie nie jest to czysta miedź, że mógł mieć wpływ na sygnał. Ponadto, biorąc pod uwagę, że niektórzy ludzie mają tendencję do preferowania cieplejszego dźwięku, nie jestem zaskoczony, dlaczego niektóre tanie kable wygrywają tak bardzo, jak istnieje tendencja do "czystych, płasko brzmiących" źródeł i "przezroczystych" wzmacniaczy, które dla niektórych ludzi tracą na "ciepły" sprzęt. Dość powiedzieć, że Cantate może rzeczywiście brzmieć zbyt chudo na tym kablu. Werdykt .

Gdybym miał 1000 dolarów, prawdopodobnie dostałbym ten wzmacniacz, nawet gdybym już miał wzmacniacz, z którego jestem zadowolony. Nie sprzedałbym mojego Cantate (nawet jeśli jest w pudełku czekającym na profesjonalną diagnozę i naprawę), aby pomóc sfinansować zakup, biorąc pod uwagę jego ustawienie w jednym pudełku obok mojego niskiego, niechlujnego fotela odsłuchowego, ale mimo to chętnie poleciłbym Solistę każdemu (z 1000 dolarów), kto chciałby dostać naprawdę ładny wzmacniacz z dużą ilością czystej mocy.

A tak przy okazji - normalnie nie wydałbym dużo więcej na wzmacniacz ponad cenę słuchawek czy głośników, z którymi bym ich używał, ale cholera, gorąco polecałbym go każdemu, kto ma słuchawki z serii 701, a to nawet jeśli można dostać Q701 w cenach Amazonki bez płacenia cła importowego (które wynosi około 250 dolarów). Przyznaję, że nie słuchałem tak bardzo wyśrubowanego Heeda, ale poza tym tak naprawdę nie słuchałem wzmacniacza, który naprawdę obudziłby dynamikę (zamiast podbarwiać niższą średnicę) Q701 - naprawdę otwarty w całym paśmie częstotliwości, uderzenia perkusyjne są wyraźne i uderzają wystarczająco nisko, ale średnica nie jest nigdzie bliska sztucznego ocieplenia.

5 stycznia 2021

Tomasz Tamborski

Absolwent Instytutu Jazzu Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach (kontrabas, gitara basowa), wielokrotny laureat ankiety Jazz Top miesięcznika "Jazz Forum" w kategorii najlepszy muzyk jazzowy