Recenzja Ortofon E-Q7

Ortofon to duńska firma, której głównymi produktami są wysokiej klasy wkładki gramofonowe, igły, ramiona i kable audio. Kiedy więc firma taka jak ta decyduje się na wejście w obszar słuchawek dousznych (IEM), można się po niej wiele spodziewać. Ortofon e-Q7 wydaje się być zorientowany na rynek japoński, jest w nim produkowany, instrukcja jest tylko po japońsku i angielsku, a opakowanie jest nieco ekstrawaganckie, co jest niemal obowiązkowe, jeśli produkt ma być sprzedawany w Kraju Wschodzącego Słońca. Naturalne wydaje się, że sygnatura brzmieniowa e-Q7 jest raczej analogowa, co w połączeniu z wyrazistym, soczystym dźwiękiem jest priorytetem w japońskiej inżynierii audio.

Ortofon e-Q7 trafił do mnie w trakcie pracy nad recenzjami słuchawek dousznych z jednym i dwoma przetwornikami. Logiczne byłoby porównanie e-Q7 ze słuchawkami jednodrożnymi, ale one kosztują tyle samo co trójdrożne, więc uznałem, że takie porównanie nie byłoby fair. Zapraszamy więc do osobnego artykułu o e-Q7.

Bez wchodzenia w szczegóły mogę powiedzieć, że e-Q7 specjalizują się w średnicy i są szczególnie dobre dla wokali. Konstrukcja obudowy jest dobrze przemyślana i zapewnia najlepsze brzmienie ścieżek wokalnych. Średnica jest gładka, ciepła i bogata - wszystko, czego można wymagać od wokalu. E-Q7 brzmią tak ciepło i gęsto, że brzmią niemal jak wzmacniacz lampowy w środku. Pod względem jakości dźwięku w zakresie średnich tonów e-Q7 jest podobny do Shure SE530, więc z nimi będę go porównywał.

W końcu wszyscy cenimy sobie dobry dźwięk i zdecydowanie pod tym względem e-Q7 zasługują na pochwałę. Moim zdaniem balans częstotliwości jest bardzo dobry niezależnie od muzyki. Dźwięk jest ciepły i ma wystarczająco dużo szczegółów na górze i basie, ale nie za dużo. Wysokie tony prawie nigdy nie są obcięte, a dostępny bas jest wystarczający, aby zapewnić dobry balans częstotliwości. Wysokie częstotliwości nie są przy tym bardzo wyraźne, a jest w nich tylko odpowiednia ilość ciepła. Słuchawki te tłumią sybilanty w nagraniu bez popadania w skrajności. Ze wszystkich IEM-ów, jakie słyszałem, te mają najlepsze wysokie tony. Może nie są tak dobre do rocka czy muzyki klasycznej, ale do muzyki mainstreamowej e-Q7 są idealne.

W zakresie niskich tonów akcent wyższego basu jest dość mocny. Warto zaznaczyć, że słuchawki te początkowo nastawione są głównie na wokal, wolny jazz, audiofilskie płyty i podobną muzykę, co tylko potwierdza takie zaopatrzenie w niskie częstotliwości. Ale dla tych, którzy lubią szybki, wyraźny i skupiony bas, z zaawansowanym basem, lepiej zwrócić uwagę na coś innego. Myślę, że przy słuchaniu szybszej muzyki bas się gubi, ale jak pisałem wyżej, e-Q7 nie są do tego stworzone.

IEM o ciepłym i soczystym brzmieniu, jak e-Q7, są zazwyczaj dobre do muzyki o średnim i wolnym tempie. Mamy dużo tego typu muzyki w Azji, można ją porównać do zachodnich artystów, takich jak Madeleine Peyroux, Pink Martini, Carla Bruni, Corinne Bailey Rae, Norah Jones itd. Jeśli kochasz muzykę wysokiej jakości i mieszkasz w Azji, to rozumiesz, o jakim poziomie wokalu mówię. Myślę, że e-Q7 jest świetny do słuchania artystów takich jak Emi Fujita, Susan Wong, itp. Środek pasma e-Q7 ma barwę, która najlepiej pasuje do wysokiej jakości wokali kobiecych. Wokal brzmi bardzo relaksująco i kojąco, z odpowiednią ilością średniego basu, który często towarzyszy takim utworom.

Słuchałem również delikatnego bluesa i r-n-b z soundtracków Cadillac Records, w tym artystów takich jak Mos Def, Beyonce, Raphael Saadiq na e-Q7, i chociaż dźwięk był całkiem do przyjęcia dla tego konkretnego utworu muzycznego, wolę sposób, w jaki SE530 go odtwarza, ich dźwięk jest bardziej żywy, a bas jest głębszy, bez utraty pełni i głębi wokali. Ale to jest tylko moja osobista opinia i myślę, że jest wiele osób, które będą preferować e-Q7.

Podczas odtwarzania płyty Live at Carnegie Hall Harry'ego Belafonte, e-Q7 były w stanie odtworzyć w najdrobniejszych szczegółach całą niesamowitą miękkość jego wokalu. Wciąż jednak brakuje im technicznego zaawansowania armatur wielodriverowych, aby konkurować z trójdriverami SE530. Pejzaż dźwiękowy e-Q7 jest bardziej płaski, scena dźwiękowa jest mniej wyraźna i szczegółowa, a bas jest słabszy. Na Se530 wokale Belafonte są żywsze, a efekt obecności bardziej wyraźny. Następnie przejrzałem pozostałe nagrania: Buena Vista Social Club - kubański jazz z doskonałą jakością nagrania. Ponownie e-Q7 pokazuje ładną i ciepłą reprodukcję, ale scena dźwiękowa nie jest wystarczająco dobra, co jest bardzo zaskakujące, biorąc pod uwagę jakość nagrania. I tu znów SE530 wyprzedza, góra jest żywsza, bas jest głębszy i mocniejszy, scena jest bardziej obszerna.

Słuchałem też Rolling Stones: Jump Back i U2: Joshua Tree. SE530 poradził sobie całkiem nieźle, natomiast e-Q7, choć gra wszystko doskonale, nie nadąża za tak energetyczną muzyką. Zauważyłem też, że i w tych nagraniach scena jest bardziej trójwymiarowa z SE530 niż z e-Q7. Podczas grania umiarkowanie energetycznego rocka, a takie są wyżej wymienione zespoły, mogę powiedzieć, że SE530 ma szybszy atak i bardziej żywy przekaz dźwięku. Soczyste brzmienie e-Q7 nie bardzo pasuje do muzyki takiej jak rock. Atak w e-Q7 jest wyraźnie wolniejszy niż w dwudriverowych IEM-ach, takich jak q-Jays i DBA-02.

Dopasowanie e-Q7 jest znakomite i pod tym względem są one jednymi z najlepszych. SE530 z ich sztywnym kablem są wyraźnie gorsze od nich, ale nowe SE535 mogą zrobić diametralną różnicę. W przypadku e-Q7 materiał pokrywający kabel jest dość elastyczny i dobrze zapobiega plątaniu się. Ze wszystkich słuchawek dousznych, jakie obecnie posiadam (około 11 sztuk), e-Q7 są jedynymi, których kabel nie plącze się. To jest po prostu wspaniałe, gdy nie trzeba poświęcać czasu za każdym razem na rozplątywanie.

Wspomniałem już, że e-Q7 brzmią tak, jakby miały wbudowany wzmacniacz lampowy. Tak, naprawdę nie miałem pojęcia, że IEM-y mogą mieć tak bujną kolorystykę dźwięku bez wzmacniacza. Jest to naprawdę fajne w tym sensie, że masz specjalny instrument, dostosowany do utworów wokalnych. Znam wiele osób, które słuchają głównie kobiecych wokali i e-Q7 jest dla nich stworzony! Nagrania kobiecych wokali mają zazwyczaj dużo sybilansu, a e-Q7 filtruje go lepiej niż jakiekolwiek słuchawki plug-in, jakie kiedykolwiek słyszałem.

Nie byłbym tak wybredny co do wrażenia technicznego e-Q7, gdyby kosztowały tyle samo, co inne jednodrożne IEM-y. Ale z jakiegoś powodu Ortofon wycenił je na około 300 dolarów, więc porównanie e-Q7 ze słuchawkami w tym samym przedziale cenowym ma sens. Za te pieniądze dostajemy całkiem melodyjnie brzmiące słuchawki, ale ich urok przygasa, gdy zaczynamy słuchać innych stylów muzycznych. Wydaje mi się jednak, że dla zapalonego fana wokalu zapłacenie 300$ za słuchawki, które najlepiej reprodukują wokal jest rozsądne, bo nawet moje JH16 nie reprodukują go tak dobrze jak e-Q7.

Autor użył - Ortofon E-Q7, Shure SE530.

Materiał powstał na podstawie tłumaczenia artykułu z headfonia.com autorstwa Mike'a. Tłumaczenie: Alexey Kizya (armaturina)

3 stycznia 2022

Natalia Danielczyk

Absolwentka Akademii Muzycznej w Krakowie (kompozycja i aranżacja), doktorantka Wydziału Instrumentalnego, dźwiękowiec w lokalnym radiu